<< powrót do archiwum
<< powrót do strony głównej


Adapciak 2002

- archiwum grupy rosynant

galeria zdjęć


Sztuka nie dla artystów -
czyli cokolwiek więcej na temat GRUPY ROSYNANT

Sztuka wcale nie musi kojarzyć się z kapciami w muzeum, a już na pewno nie jest zarezerwowana dla studentów uczelni artystycznych. Sztuka mieszka na chodniku, siedzi w naszych duszach, gra w naszych sercach...

O tym, że do sztuki można podejść "na lekko", że jest ona wspaniałym sposobem na rozwój własnej osobowości i pomysłem na wypełnienie programu ciekawego obozu - przekonywali podczas swej akcji letniej członkowie Stowarzyszenia Artystów i Podróżników GRUPA ROSYNANT. Trzytygodniowy obóz ADAPCIAK, któremu przyświecało przewrotne motto "Nie bądź łosiem - rozwiń no się !" tworzony z myślą o studentach i uczniach szkół średnich zorganizowany został już po raz trzeci. Ideami, które wyróżniają go spośród innych obozów są: odejście od schematu dzielącego każdy obóz "kadra kontra uczestnicy" (kadra bowiem składa się właśnie ze studentów, na ogół starszych uczestników obozu) i chęć przekazania uczestnikom, że sztuka i cały towarzyszący jej "artyzm" nie są dla nikogo zarezerwowane i dla nikogo niedostępne; że proces twórczy wcale nie wymaga niezwykłego talentu, i że niejednokrotnie towarzysząca temu procesowi doza emocji, radości i zabawy są ważniejsze, niż samo dzieło (efekt, finał pracy twórczej). Pozatym - jak zgodnie przyznają uczestnicy i organizatorzy obozu - liczy się niepowtarzalna atmosfera towarzysząca obozowi, nocne rozmowy przy kominku i świecach, zabawa i ... piwko !

Ale masz maskę !

Maska. Warsztat numer jeden. Wazelina lub krem, trochę bandażu gipsowego, wody i ... powstaje twoja druga skóra. Odbicie twojej twarzy, w zasadzie twoja druga twarz. Maska. Najpierw surowa, gipsowa, biała, tchnąca niepokojem, szpitalna, mająca coś wspólnego z widmem śmierci z dziecięcych snów. Potem, gdy już wyschnie - pomalowana, oswojona, zdecydowanie zindywidualizowana. W tym roku powstały maski leśnych rycerzy - umaczane w trupich kolorach twarze egipskich mumii, zgniłych potworów, leśnych nimf, duchów, gnomów...

Wielki bęben mam ! na nim gram

Rytm. Najpierw czujesz swoje ciało. Czujesz jak porusza się w rytm bębnów, jak wydawany przez nie głuchy odgłos porusza najpierw twoje stopy, potem nogi, kręgosłup, szyję, głowę, w końcu opanowuje całe ciało. Potem bierzesz do ręki instrument - tylko pozornie banalny w "obsłudze". Próbując nadać swym uderzeniom jakiś rytm, jakiś wspólny wątek, utworzyć z nich utwór - zmierzasz się ze swoim wewnętrznym chaosem. Ręce chodzą nierówno, nie możesz zaznaczyć taktu, bas wydaje się iść zupełnie swoim krokiem. I wtedy Michał woła: "krzycz; krzycz i tańcz". W rytm afrykańskich tam-tamów każdy w swoim tempie zaczyna wirować, skakać, wydawać różne dźwięki. Nadchodzi czas wyzbycia się "wewnętrznego kontrolera" - czyli tego co każe nam każdą jedną czynność poprzedzić analizą, symbiozą, oceną intelektualną, społeczną, moralną... I kiedy zaczynasz tańczyć i poruszać się SWOIM rytmem, grupa staje się jakąś dziwną całością, gdzie każdy w zupełnie inny sposób, w innym tempie i rytmie staje się częścią doskonale zasymilowaną z resztą składu. Z niedawno chaotycznego bębnienia wyłania się muzyka, ludzie niczym komórki organizmu tętnią wspólnym życiem, "dzieje się sztuka"...

Warsztat "Natura"

Atrybuty natury. Najpierw bierzemy karimaty i "zasypiamy" na okrytej chłodnym cieniem polanie - oddajemy się wizualizacji prowadzonej przez Tahira. Po symbolicznym "przebudzeniu" udajemy się na poszukiwanie ... "osobistego kija" - przyszłego przyjaciela podróży. Malujemy go, strugamy, wycinamy na nim wzory, ozdabiamy. Od teraz będzie nam towarzyszył we wszystkich wędrówkach. Kijem walczyli Indianie, kijem odganiali się od wilków Słowianie, kij bywał dziełem sztuki, kij pomagał pielgrzymom...
Drugiego dnia wyobraźnia zabiera nas do jądra ziemi, którego wizję przelewamy na "swoje" kamienie. Są ogniste bądź jasne, wielkie, małe, chropowate i płaskie. Kładziemy je w centrum "Mandali" - kolistego rysunku, mającego odzwierciedlać emocje, uczucia, stan ducha... Mandalami są gotyckie rozety, buddyjskie thanki, indiańskie malowidła. Wszystko co zawiera się w kształcie koła. Malowanie mandali to bodaj najlepszy przykład na to, że od efektu ważniejszy jest proces. Działanie... W końcu rozwieszamy między drzewami dwa olbrzymie płótna - jedno dla kobiet, drugie dla mężczyzn. W skupieniu zastanawiamy się jakimi kwiatami bylibyśmy, gdybyśmy byli częścią otaczającej nas łąki. Dłońmi i całymi rękoma malujemy "nasze" kwiaty na swoich płótnach. Farby zrobione na bazie krochmalu tworzą kształty raczej ekspresyjne, rozwlekłe, niewyraźne. Same maczanie rąk w wiadrach pełnych ciepłej, lepkiej farby staje się przyjemne. Na tyle, że w końcu ktoś postanowił umalować komuś innemu brzuch, potem ktoś inny oddał rzutem farbą w plecy, w końcu farba polała się na włosy a całe towarzystwo skończyło zabawę umalowane od stóp do głów. Emocje puściły... Pozostała nam jedynie oczyszczająca kąpiel w jeziorze...

Pracownia teatralna - Tetraedr

Grażynie Tabor udało się stworzyć intrygujące i frapujące przedstawienie, bez udziału choćby jednego profesjonalnego aktora. I to właśnie okazało się prawdziwą sztuką. Tak jak magazynem teatralnym pełnym rekwizytów stało się domowe złomowisko. Z zardzewiałego wiadra zrobiono torebkę, ze starego wózka parowóz, miska była raz talerzem pełnym kaszy, potem nocnikiem... Wystąpienie przed znajomymi, przyjaciółmi, wstąpienie w rolę kogoś innego, próba spojrzenia na siebie z innej perspektywy. To właśnie jest teatr !

Sztuka dla sztuki ? sztuka dla procesu twórczego !

W ciągu trzech tygodni można zrobić naprawdę wiele. Ilość pracy, w tym przede wszystkim pracy twórczej wykonanej przez uczestników, zaskoczyła wszystkich. Starczyło czasu na naukę rzemiosła indiańskiego, na budowę indiańskiego "szałasu pary", na tańce szkockie i irlandzkie prowadzone corocznie przez naszego przyjaciela, Kaszuba - Roberta Witosławskiego, o którym mówi się, że sercem urodził się w Irlandii. Zaś przede wszystkim był czas kąpiele w jeziorze, nocne imprezy, tańce do białego rana (znaleźli się nawet rekordziści, którzy kierowani żądzą sławy postanowili tańczyć 12 godzin bez przerwy!) i ważne rozmowy. Za rok kolejny Adapciak. Za rok kolejny manifest artystyczny Grupy Rosynant. Za rok po raz kolejny spora porcja sztuki dla nie artystów.

Dawid Wacławczyk