Odpoczywając od Europy ...


Jadąc tam oczekujesz piękna i spokoju hinduskich świątyń, uduchowionych fakirów medytujących na gwoździach, czarnej jak smoła herbaty i orientalnej kuchni pachnącej curry. Na miejscu zastajesz tony śmieci, szczury, nachalnych złodziei, naciągaczy
i oszustów oraz przysłowiowe brud, smród i ubóstwo jakich nie byłeś sobie w stanie wyobrazić nigdy wcześniej. Jednak już na kilka dni przez powrotem wiesz, że ten przepiękny kraj odwiedzisz jeszcze nie jeden raz...

Wysiadamy z samolotu ...

INDIE - bo o nich oczywiście mowa, nie przypominajš w pierwszym kontakcie kolorowego
i orientalnym raju, który znamy z opowieści hipisowskich włóczęgów. Europa i wszystkie nabyte przez nas doświadczenie życiowe kończą się z chwilą opuszczenia portu lotniczego we Frankfurcie czy Londynie, z których to lata większość samolotów do Delhi. Naganiacze, nieuczciwi taksówkarze, slumsy cuchnšce odorem fekaliów i zgniłych owoców, żebracy... Na pierwszy rzut oka i w pierwszych dniach wyprawy Indie mogą wystraszyć, zbrzydnąć, odstręczyć, przerazić i strasznie zmęczyć.
Do Indii trzeba mieć cierpliwość, trzeba się ich nauczyć, trzeba je pokochać, zrozumieć.
Trzeba odstawić europejskie wymagania higieniczne, poczucie czasu, logikę, myślenie w przód.
Trzeba się znaleźć tu i teraz. Wyłącznie tu i teraz. Indii nie można zwiedzić podczas jednej podróży. Są bowiem krajem pełnym wszelkich różnorodności, wielkim i zróżnicowanym ogromem kultur, obrazów, zapachów i dźwięków, subkontynentem najbardziej chyba widocznych na świecie kontrastów i skrajności. Pustynia w Radżastanie, Himalaje w Dajerling i Garwalu, cudowne plaże na Goa, gorące równiny w Uttar Pradesh. Kraj o dziesiątkach twarzy, religii, krain.

Nigdzie indziej dwie sąsiadujšce ze sobą dzielnice stolicy nie są tak odmienne. New Delhi - z angielskimi centrami handlowymi i pilnowanymi przez wojsko arteriami z palmami i równo przystrzyżoną trawą oraz oddalone o pół kilometra Old Delhi, w którym Pariasi (warstwa społeczna znajdująca się poza systemem kastowym, parająca się najgorszymi zajęciami i żebractwem) umierają na ulicy a krowy, kozy, psy, małpy i jaszczurki żyją na chodniku wraz z ludźmi, których cały majątek to karton, riksza i miska żebracza. Tutaj to nie człowiek nad chorobami a choroby panują nad ludźmi. Trudno zachwycać się pięknem delhijskiego Red Fortu czy grobowca Hamajuna, kiedy wkoło panuje wszechobecna nędza a żebracy bez rąk i nóg błagają o jałmużnę, nie znając przy tym granic przyzwoitości i ludzkiej godności.

Indie - lekcja pokory

Wkrótce po przyjeździe odbierasz pierwsze lekcje umiejętności targowania się (nie ominie Cię jednak przyjemność kilkukrotnego przepłacenia jakiegoś towaru); oudparniasz się na przykre widoki, zapachy i dźwięki, rozpoznajesz nikczemne sztuczki indyjskich naganiaczy. Ulubione z nich to "Witaj przyjacielu ! zapraszam Cię na herbatę", lub "Czy mogę z tobą porozmawiać - chciałbym poćwiczyć angielski - możemy usišść w domu mojego brata", "Czy jesteś z Polski ? (powiedział mu to hotelarz) - dostałem list od przyjaciela z Krakowa - pomożesz mi przetłumaczyć ?" itp. Oczywiście chodzi o to, że za chwilę bliżej nieokreślona ilość "braci" zarzuci Cię dywanami, jedwabiem, marmurem, bananami albo kamieniami w cenach księżycowych, lub co gorsza będš chcieli zrobić ci masaż głowy, dać lekcję medytacji, obciąć włosy, uszyć turban, zaoferować hotel w Kaszmirze albo sprzedać bilet morski do Timbuktu). Po kilku dniach walki z upałem (ok. 40 stopni), dosyć uciążliwych chwilach spędzonych w środkach lokalnej komunikacji, nauczeniu żołądka przyjmowania pokarmów smakujących zazwyczaj jak "jakaś masa w chilli i pieprzu" oraz przyzwyczajeniu uszu do trąbienia samochodów przez około 80 procent czasu ich jazdy - możesz powiedzieć: " jestem w Indiach". Nadchodzi czas na przygodę. Nie da się opisać słowami Indii jako całości, nie starczyłoby na to miejsca. Trudno pozatym porównywać ze sobą zakątki kraju, w którym nie istnieje narodowość "indyjska", widoczne są natomiast nienawidzące się i wrogo nastawione do siebie kasty. Dość powiedzieć, że niemal każda podróż do Indii zaczyna i kończy się w stanie Uttar Pradesh ...

Waranasi - umrzeć nad brzegiem Gangesu

"Waranasi jest starsze niż historia, jest starsze niż tradycja, jest nawet starsze niż legenda. Jest trzykroć starsze niż wszystkie one razem wzięte" - miał powiedzieć Mark Twain, kiedy przybył z wykładami na tutejszy uniwersytet. Najświętsze (i niestety najbrudniejsze) miasto Indii to najstarsze miasto świata zamieszkałe stale od ponad dwóch tysięcy lat. Nigdzie w Indiach nie ma tłustszych krów. Nigdzie nie ma też chudszych ludzi...

Starówka to najstarsza i najgwarniejsza dzielnica Wiecznego Miasta poprzecinana wšskimi na metr lud dwa uliczkami, przy których odprawia się nabożeństwa, sprzedaje mięso, wyrabia cukierki, produkuje jedwab. Na ulicach tych żyją ludzie, święte krowy, kozy, byki, małpy i szczury. Tutaj śpią, leżš, modlą się, handlują, umierają... Zapach ludzkiego potu miesza się z odorem moczu zwierząt. Padłe krowy gniją przez nikogo nie sprzątane, żebracy żywią się resztkami wyrzucanymi przez "zamożniejszych" i zbierają bakszysz na kilka suchych desek, które wkrótce osmalą ich ciała, gdyż o pełnym spaleniu, które wymaga 100 kilogramów drzewa nawet nie marzą. Tu przyjeżdża się umrzeć. Pielgrzym, który obmyje swe grzechy w wodach Gangesu i dokona tu żywota, na pewno odrodzi się w bogatej i wykształconej rodzinie. Oczywiście jako mężczyzna - posiadający wyłączną możliwość wyrwania się z kręgu reinkarnacji i osiągnięcia szczęścia wiecznego.

Z okien hotelu "Alka" patrzyliśmy na Świętą Rzekę, której brzeg zajęły słynne "ghaty" (olbrzymie schody prowadzące wprost do rzeki) Teraz podczas monsunu stan wody jest wysoki - rzeka ma ponad 150 metrów szerokości, a do ghatów można dojść tylko od strony miasta, nie da się nimi spacerować. Od wczesnego ranka przybywają pielgrzymi - modlą się, palą kadzidła, rzucają w wodę ryż, składają ofiary z kwiatów, zanurzają, myją, piorą ubrania. Dzieci po prostu się kąpią. Wszyscy piją tę cuchnącą wodę, w której zawartość bakterii kałowych przekracza normy Światowej Organizacji Zdrowia o 25 tysięcy razy!..

Pielgrzymi i turyści wsiadają do łódek by poznać miasto od strony rzeki. Godzina upływa na zwiedzaniu Ghatów. Główny Ghat Desaswamedh - gdzie przez cały dzień gromadzą się pielgrzymi z południowych Indii zawsze pełny jest braminów gotowych udzielać rad i lekcji medytacji, masażystów, adeptów krykieta, sprzedawców kwiatów, kadzideł, masła i słodyczy. Obok pokaźnych rozmiarów ghat Maharadży Waranasi, ghat pielgrzymów, joginów, ghat robiących pranie...

Najsilniejszych wrażeń dostarcza wizyta na Ghacie Manikarnika zwanym "burning ghat". Przez cały dzień pali się tu ciała zmarłych. Można patrzeć do woli, nie wolno jednak fotografować. Jeden z przewodników - samozwańców zaprowadza nas do "umieralni" - domu, z którego dobrze widać stanowiska kremacyjne. Najpierw waży się ciało by ustalić ilość potrzebnego drewna i cenę kremacji. Następnie Pariasi wnoszą je na bambusowych noszach do wody. W ceremonii wezmą udział 4 żywioły: woda, ogień, powietrze i ziemia. Białe płótna kryją ciała dorosłych, czerwone - młodych mężczyzn, złote - młodych kobiet. Te spala się z całą ich ziemską biżuterią. Kilkanaście metrów dalej Pariasi wypłukują popioły w celu poszukiwania drogich kruszców. Czasami udaje się im wydobyć nawet złoty ząb...

Scenę tą obserwujemy z umieralni - pustostanu, w którym gromadzą się biedne wdowy i niedołężni starcy, aby umrzeć w Waranasi. Czas, który pozostał im do końca wykorzystują na żebry. Każdy chce jak najwięcej drewna - choć tyle by pękła czaszka - tak by duch mógł spokojnie ulecieć do niebios. W przeciwnym razie - metalowym prętem będzie ją musiał rozbić kapłan...

Na deser - Agra i Taj Mahal

Taj Mahal - największe i najkosztowniejsze dzieło świata zbudowane z miłości do kobiety warte jest odwiedzenia bez względu na cenę biletu (notabene: hindusi płacą równowartość 2 zł, biali - 80 zł). Taj Ganj - dzielnica wokół słynnego Taju, otoczonego parkiem i ograniczonego korytem rzeki Jamuny jest chyba najczystszym miejscem w Indiach. Miasto co prawda pełne jest niebezpieczeństw (np. podtruwanie turystów w celu wyłudzenie należności za leczenie od zachodnich ubezpieczalni), ale za to może pochwalić się najwspanialszymi dziełami architektury Wielkich Mongołów (a w zasadzie najpiękniejszymi zabytkami w całych Indiach); słynie też z misternej biżuterii wyrabianej ze srebra i drogocennych kamieni - kryształów, malachitów, lapisów, tygrysiego oka, jaspisu i wielu gatunków turkusu. Jest idealnym miejscem na zakończenie wędrówki po Indiach.

Grobowiec wystawiony przez Szach Dżachana ukochanej i jedynej żonie Mumtaz Mahal, która zmarła podczas porodu zmienia swe kolory o każdej porze dnia, w zależności od padajšcego nań słońca. Do inkrustacji zdobišcej jeden z Cudów Świata wykorzystano 37 kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Tym, którzy uczestniczyli w budowie tego dzieła odcinano dłonie lub kciuki, aby nigdy więcej nie przyczynili się do powstania obiektu tak pięknego jak Taj Mahal. Budowla pochłonęła 17 lat pracy 20 tysięcy hindusów i budowniczych z Azji Mniejszej oraz Europy. Jej budżet okazał się tak wielki, że zbuntowany przeciw rozrzutności Szach Dzachana Aurangzeb - jego syn i następca, postanowił ukarać ojca poprzez wtrącenie go do więzienia w Fort Agra, gdzie spędził resztę swojego życia patrząc na ukochaną budowlę zza krat ośmiokątnej wieży położonej za zakolem rzeki.

Do Taj Mahalu warto wejść na kilka godzin, tak by oddać się podziwianiu jego piękna w różnych porach dnia. Po zwiedzeniu wnętrza i zrobieniu pamiątkowych fotografii - najlepiej usiąść na trawie i oddać się kontemplowaniu dzieła rąk ludzkich, którego losy wyznaczały na przemian: miłość, ból, pycha, rozpacz i duma...

Tekst:

Dawid Tahir Wacławczyk


...powrót do strony głównej