|
|
||||
|
|
Grupa Rosynant w Oriencie
Kraków 28 sierpnia 2002 LECIEĆ !!! Boże - spraw, żebyśmy już tam byli. Iza właśnie odbiera wizy w Warszawie, ja drukuje wszystko co w sieci można znaleźć o Nepalu, Indiach i ... setkach chorób! Jeśli wierzyć w te wszystkie objawy to byłem już chory na wszelkie choroby pokarmowe. Byłem w Nepalu, były tam stosy znajomych, wszyscy wracają a mimo to - wszystko i wszyscy przypominają nam o malarii, durze, syfie, brudzie, stu chorobach, o których nigdy nawet nie słyszałem. Że niby tam po powodzi to będzie strefa śmierci, że drogi zmyło (jakby nie zmywało ich co roku w porze monsunowej), że Indie bombkę mają (Jezu - czy wyście ludzie zwariowali - mają od dawna, tak samo jak od dawna leją się z Pakistanem o Kaszmir). Tak czy inaczej bilet już czeka (2850 złociszy za lot Lufthansą na trasie Wawa - Delhi i Delhi - Katowice), pozostaje kupić aparat fotograficzny (Yashica przepadła w wodach Wdy...) i ... Witaj oriencie ! Nastaje czas "Podróży na Wschód". Jeszcze nie wyjechałem w tym roku a już planuję wyprawę przyszłoroczną (jakiś konkrecik - może baza pod Everestem?). Pamiętam jeszcze ostatnią wyprawę do Tybetu. Tak... chcę już lecieć ... Zaraz startuje wspomóc ogólnoświatowy i zapewne masoński przemysł farmaceutyczny. Będziemy jeść arehin (ponoć dobry kompromis pomiędzy ochroną medyczną a psychiczną), choć pono po czterdziestce grozi mi siwizna po tym specyfiku... Mamy szczepionki przeciw żółtaczce pokarmowej, reszta podobno działa jeszcze od dzieciństwa. Malarie w postaci komarów będziemy odstraszać lawendą i cedrem, mamy cały zestaw podróżnika orientalnego: łańcuchy, kłódki do zamykania hoteli, sznury do mocowania garbów na dachach autobusów, pełno lekarstw, mapy (choć jedziemy na trasę tak standardową jak polski szlak z Zakopanego na Gubałówkę). Trzeba jeszcze kupić najwłaściwszy specyfik antybakteryjny: polską wódkę ! jej używanie poleciła mi nawet pani doktor z Raciborza, zgodnie twierdząc, że po weselach struci są ci, którzy nie pili - kierowcy i baby. Lecimy we wtorek z Warszawy, przez Frankfurt do Delhi. Potem będziemy starali się od razu lecieć do Katmandu - stolicy Nepalu - niegdysiejszej Mekki hipisów i wszelkich freaków. Zamierzamy zaatakować szlak do Annapurna Sanctuary (4200 m, 10 dni marszu - zobaczymy czy damy radę), potem zaliczyć spływ jakąś rzeczką (np. Sun Kosi) i wybrać się na obserwacje Słoni w Teraju. Na deser Indie - Varanasi, Agra i Delhi. Nic szczególnego - trasa łatwa, niewyszukana. No - ale tym razem nie jadę sam... trza być tym chłopem, to lepiej wziąć se to "na lekko". Trochę pękam przed przewodnikowymi tabunami upierdliwych hindusów, chcących okraść Cię na każdym kroku. W Nepalu był luz, ale ponoć w Indiach jest gorzej... Nie będzie tak źle. Trzymajcie za nas kciuki.
Jak dobrze zostawić za sobą sprawy "europejskie"... ostatnio chyba jestem przepracowany. Nie ukrywam, ze z lekka obawą zostawiam wszystkie sprawy rosynanckie (choć w pełni ufam Markowi i Michałowi), kwestie rachunkowe, mieszkaniowe, studia, na które się spóźnię, masę telefonów, niedokończoną stronę, zawalone artykuły... przede mną chyba pierwsze doświadczenia mające mnie nauczyć, że przez miesiąc i bez mojej ingerencji nic się nie zawali, że praca nie ucieknie, stowarzyszenie tym bardziej. Dobra ... lecę do tej apteki !
|
|
||
|
|
||||