<< powrót do archiwum powrót do strony głównej >>   

Galeria zdjęć z obozu

Na rodzimych szlakach...

BIEBRZA, NETTA, ROSPUDA -
polskie "Amazonki" widziane z kajaka


Z kajaka widać lepiej. Lepiej, przejrzyściej i wyraźniej. Rzeka pokazuje świat z bliska, nie koloruje go ani nie upiększa zdobyczami cywilizacji. Brzegów rzeki nikt nie betonuje, przy rzece nie ma stacji benzynowych, moteli, zajazdów. Jest za to natura i ... ludzie.

"Nie ma jednej Polski" - pomyślałem w chwili gdy, zobaczyłem płynące wpław stado krów i starszą kobietę, która wraz z kilkunastoletnim synem przeprawiała się na drugi brzeg Biebrzy starą drewnianą łódką. Piękne pełne cumulusy na błękitnym niebie, wraz z wyraźną i intensywną zielenią brzegów dopełniły obrazu sielankowej wsi suwalskiej, z całym jej spokojem, pięknem i ... biedą.

Kiedy wieczorem rozstawialiśmy namioty, do naszego obozowiska przyjechała na "komarku" 70 letnia staruszka z 25 letnią wnuczką na bagażniku. Kiedy po pięciu minutach rozmowy babcia zapytała mnie czy nie ożeniłbym się z pracowitą i wykształconą Marzenką, która dostanie w posagu 20 hektarów ziemi pod uprawę ziemniaków - zacząłem się zastanawiać czy jestem jeszcze w Polsce czy już za granicą litewską, czy też może w Indiach... Zrozumiałem wtedy dlaczego podróżnicy i pisarze określają miejscową ludność mianem "biebrzniętych". Jadąc w te okolice, trzeba nie tylko przygotować się na deszcze, upał i brak pól namiotowych. Trzeba także odrobinę "przestroić intelekt"... a potem chłonąć piękno tej ziemi.

Polski "Dziki Zachód""

Do wsi położonych w okolicy rezerwatu "Czerwone Bagna" - sklep w postaci podniszczonego "Żuka" przyjeżdża raz, albo dwa razy w tygodniu, o ściśle określonej godzinie. Pomimo tego, gospodarze poproszeni przez nas - kajakarzy o odsprzedanie żywności i zapytani o cenę chleba - wręczają bochenek mówiąc "za chleb od podróżnych pieniędzy się nie bierze"... W rewanżu kupujemy swojskie mleko, jajka, ziemniaki, ser i kilka słoików powideł i dżemu własnej roboty.

Taki jest właśnie obraz ostatnich dzikich miejsc w Polsce, w których bociany wracają corocznie na co trzeci komin i gdzie można jeszcze spotkać wieczorne niebo nieskalane żadną smugą sztucznego światła. Wioski stoją puste - młodzi wyjechali za pracą do Warszawy i Białegostoku a ci, którzy mogą - siedzą w lecie w Niemczech i Holandii. Jak w filmach o Dzikim Zachodzie - we wsiach zostają matki z dziećmi i dziadkowie obrabiający pole. Nowe budynki stawiają "przybysze" - prokuratorzy z Warszawy, lekarze z Białegostoku, biznesmeni z Olsztyna... Posiadłości te łatwo rozpoznać z kajaka - nad brzegiem rzeki pojawiają się płoty, druty kolczaste i tabliczki z napisem "teren prywatny - wstęp wzbroniony"

Wieś "sielska anielska"

Łabędzie startujące do lotu, bociany drepczące po świeżo skoszonych łąkach, pogodnych ludzi, kłusowników utrzymujących się z rzeki, sklepy z kwasem chlebowym i pysznym "sękaczem" - wszystko to spotkacie na szlaku Rospudy. Jeden z ciekawszych cieków wodnych, który warto poznawać z kajaka to także tajemnicze uroczysko "święte miejsce" i ruiny pałacu Paca ("warty Pac pałaca") w Dowspudzie. Poza nimi już tylko jeziora pełne perkozów i naprawdę dzika rzeka - raz wartka i szybka, to zaś szeroko meandrująca, tworząca rozległe bagna i rozlewiska. Pola namiotowe tutaj to przeważnie polany w lesie, gdzie samemu zaaranżować trzeba sobie miejsce na ognisko, kawałek prostego terenu pod namiot, toaletę... Pięć dni w kajaku daje poczucie chwilowego oderwania od cywilizacji. Przy szlaku wodnym można w gospodarstwach nabyć podstawowe produkty żywnościowe, a przy odrobinie szczęścia od rybaków (czy też kłusowników) uda się kupić trochę ryb. Kilka razy mija się też miejscowości ze sklepami spożywczymi. Jest to jednak nie częściej, niż co 10 - 20 kilometrów.

A potem ... Augustów

Pierwszym a zarazem ostatnim miastem na trasie Rospudy, które może poszczycić się rangą powiatu jest Augustów. Urokliwa letniskowa miejscowość, której czasy świetności minęły wraz z Funduszem Wczasów Pracowniczych i turystyką socjalną, próbuje wypromować swój nowy wizerunek jako miejsce spokojnego rodzinnego wypoczynku, ku czemu posiada zresztą doskonałe predyspozycje. Miejsce to od zawsze znane i przyjazne jest amatorom żeglarstwa, wioślarstwa, kajakarstwa, łowienia ryb czy pobytu na łonie natury. Ostatnimi laty ofertę turystyczną wzbogacił wyciąg do nart wodnych, wraz ze szkołą narciarstwa wodnego, szkoła wind surfingu, wypożyczalnia motorówek i skuterów wodnych. Niczym w sanatoriach i miejscowościach nadmorskich - organizuje się tu wieczory muzyczne, koncerty mniej lub bardziej znanych zespołów, wystawy psów rasowych etc. Także zimą organizowane są zawody łyżwiarskie, narciarstwa biegowego i wind-surfingu na lodzie. Swoje miejsce odnajdują tu rodziny, zakochane pary, miłośnicy leśnych wędrówek, kąpieli wodnych i słonecznych, amatorzy wycieczek rowerowych, czy po prostu żeglarze uwielbiający atmosfery polskich, kiepskich marin, pachnących spalonym olejem i smażonymi rybami, ale za to oferujących atmosferę nie możliwą do odnalezienia nigdzie indziej.

Czasy świetności polskiej inżynierii przypomina usytuowane w XIX wiecznym dworku generała Prądzyńskiego Muzeum Kanału Augustowskiego, który łączył dorzecze Wisły (konkretnie Biebrzę) z Niemnem. Polska myśl techniczna do dziś może szczycić się tym unikalnym na skalę Europy wynalazkiem. To tutaj po raz pierwszy w Europie zastosowano prefabrykanty betonowe. Budowa największej inwestycji tamtych czasów ( jej wartość w roku 1824 wyceniono na 14 mln ówczesnych złotych) usytuowała tu kolebkę polskiego przemysłu cementowego i bitumicznego. Na dzisiejszą linię wodną Kanału Augustowskiego składają się: 45 km sztucznych przekopów, 35 km uregulowanych koryt rzecznych, 22 km jezior, 18 śluz (14 w granicach Polski). Pierwotnie śluzy miały piękny wystrój architektoniczny w barwach narodowych. Komory wykładano czerwoną cegłą, zwieńczenia komór były białe. Każda śluza przy przecinających ją drogach miała most zwodzony, obok budowano stylowy domek strażnika wodnego. Na każdej śluzie znajdowała się wmurowana w ścianę kamienna tablica z datą i nazwiskiem kierownika budowy. Wiele z tych tablic ocalało i dziś jeszcze można je odczytać. Niestety już po powstaniu listopadowym wiadome było, że kanał nie spełni swej roli; pozostał do dziś szlakiem o znaczeniu regionalnym. Oficjalnie ponad 70 z 80 km leżących na terenie Polski (pozostałe 40 na terenie Białorusi) jest spławne, ale pamiętać należy, że większość śluz jest od kilku lat nie czynna, a ruch kanałem ogranicza się w zasadzie do głównego odcinka Augustów - Biebrza, a i tam stan szlaku wodnego pozostawia wiele do życzenia. Nie mniej jednak wodowanie na dwóch czynnych śluzach (Augustów i Białobrzegi) pozostaje w pamięci jaki rzadka i ciekawa przygoda.

"Za Nettą zawracają bociany"

Netta płynie równolegle do Kanału Augustowskiego. W zasadzie jednak prądu na niej niewiele. Nie ma też sklepów, wsi, ludzi. Jak powiedział nam spotkany rolnik "za Nettą to już bociany zawracają a wkoło rzeki same szuwary, że ani gdzie spać nie ma". Istotnie znalezienie noclegu nastręczyło nie lada problemu. Na szczęście trafiliśmy na miejsce suche, a przy okazji piękne niczym opisywane przez Miłosza i fotografowane przez Kydryńskiego zakola litewskiej Issy. Nad wodę czysta i głęboką wkrótce przyjechała grupka zamierzających rozpalić ogień chłopaków, którym udało się wykraść z piwnicy butelczynę samogonki. Próbując znaleźć sklep oferujemy im po butelce piwa w zamian za pożyczenie rowerów. "A po co nam piwo proszę pana, jak my w domu swoją, domową wódeczkę mamy". Rowery dostajemy za darmo, bo "jak ktoś chleba na kolację nie ma, proszę pana, to po co my od niego będziemy piwo za rower brać ?". Przyzwyczajeni do płacenia wszędzie i za wszystko kupujemy chłopakom czekoladę. Wyglądają tak, jakby nie byli pewni czy się cieszyć, czy się obrazić. My zresztą też nie wiemy jak się zachować. Jedno czego się uczymy dzięki 10 dniowej wyprawie kajakowej na pogranicze pojezierzy suwalskiego i augustowskiego jest to, że faktycznie "nie ma jednej Polski". A jeśli już, to nie powinniśmy jej wizerunku malować na podstawie tego co widzimy w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i na Śląsku. Powinniśmy ruszyć na wyprawę kajakową jak najdalej na wschód kraju. Z kajaka bowiem widać lepiej. Lepiej, przejrzyściej i wyraźniej.

Dawid Tahir Wacławczyk