|
ILE WAŻY JASKÓŁKA ? -
Niezbyt poważna relacja ze Zlotu Fanów Monty Pythona
11 - 14 lipca 2002
galeria zdjęć
Tego się nie spodziewałem. Szczerze mówiąc - z drżeniem serca (połączonym z drżeniem wszystkiego co tylko może w człowieku drżeć) pisałem artykuł o Pierwszym Ogólnopolskim Ogólnodostępnym Zlocie Miłośników Latającego Cyrku Monty Pythona ( w skrócie - MPFC; to była wstawka zupełnie z innej beczki). Bałem się, że jedynymi zlotowiczami będą organizatorzy - ja i Ireneusz Siwek - szef portalu poświęconego twórczości najgłupszego kabaretu świata - www.modrzew.stopklatka.pl
Jakże wielkie i wszechogarniające było więc uczucie radości (kontrolowanej; znaczy się huraaaaa !!!), kiedy okazało się, że zlot wcale nie był pomysłem głupim (to akurat kiepsko wygląda w zestawieniu z całością otoczenia pythonowego), a uczestników imprezy było więcej niż kilku. Mało tego - uczestników było więcej niż kilkunastu. Ba - rzeknę nawet bez lęku i obawy, że amatorów (nie obrażając słowa "amator") twórczości Monty Python's Flying Circus zleciało się niemalże stu. Słownie: stu !. I to naprawdę z całej Polski - była bowiem ekipa z Wrocławia, Grudziądza, Rzeszowa, Szczecina, Gdańska, Śląska. Nie było co prawda nikogo z Pcimia ani z Hebzionek, ale myślę, że z tego powodu nie będziemy imprezie odbierać honorów zlotu "ogólnopolskiego" Co więcej - fakt, iż miejsce zlotu (Przystanek Alaska, o którym pisaliśmy w 69 wydaniu "Eurostudenta") oddalone jest od cywilizowanego świata tak daleko, że tylko najtwardsi i najbardziej doświadczeni podróżnicy zdołali do niego dotrzeć i go odnaleźć, i że co najmniej połowa zawodników zapewne poległa w drodze - można zaryzykować stwierdzenie, że w zlocie wzięło udział około 200 dusz.
Ściema, a ściemy nie ma !
Co się działo ? ano sporo drodzy państwo, sporo. Po przybyciu, wywalczeniu miejsca pod namiot i odnalezieniu dwóch najważniejszych szlaków (nad i jezioro i do budki z piwem), odnalezieniu Pythonowej Izby Przyjęć, zgłoszeniu swego akcesu w zlocie i otrzymaniu programu (nikt nigdy nie twierdził, że będzie on przestrzegany) rycerstwo zlotowe obejrzało kultowy "Żywot Brajana". W tym czasie przyszedł czas na spoczynek. Po naszemu: posneli !
W dniu drugim, kiedy powstał już prawdziwy namalowany przez piękną Jolę szyld imprezy - można było rozwiesić oficjalny program nieoficjalnego zlotu, poddając go niniejszym do publicznej wiadomości. Na pierwszy ogień poszedł "Konkurs na Największe Przegięcie Pały w Historii Świata". Zasady były proste: Jury (do Jury zakwalifikowani zostali jedyni chętni na piastowanie tego urzędu) spisywało to co zaproponowali w ramach burzy mózgów uczestnicy. Wśród ciekawszych kandydatur pojawiły się:
W kategorii "muzyka":
- Britney Spaers
- sygnały alarmowe w PRL
- Ich Troje
- utwór "pszczółka maja" w wykonaniu Pięknego Zbigniewa
W kategorii "osoby i osobliwości":
- poseł Lepper - atakująca samoobrona
- ojciec-dyrektor Rydzyk - za fakt bycia ojcem-dyrektorem
- arcybiskup Petz - za integrowanie grona klerykalnego
W kategorii "Geografia"
- Miejscowości: Dyszobaby, Hebzionki, Pcim Dolny
- Indianie w Ameryce (zamiast w Indiach)
- Eskimosi, którzy są Duńczykami
- Burkina Faso i jego stolica Wagadugu
W kategorii "Sport i turystyka"
- Bitwa pod Grunwaldem
- Wyprawy krzyżowe
- poruszanie się wozem osobowym o godzinie 15.00 po ulicach Warszawy
- Półtora miliarda Chińczyków i ich trzy miliardy pałeczek
w kategorii "Pitaval" (cokolwiek to oznacza...)
- Przemówienie Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 r.
- Reklama ze świstakiem i reklamy w ogóle
- Kradzież żebra Adama
- Serial "Moda na sukces"
- Australijczycy, którzy piją piwo trzymając kufel do góry dnem
- Dziobak - jako zwierz mające i znoszące jaja
- Windows 95
W kategorii "Prasa"
- "Secret Service"
- "Poradnik Działkowca"
- "Nasz Dziennik" - za budowanie w narodzie pozytywnych nastrojów
Największym przegięciem pały stać się miał sposób wyłonienia zwycięzców: postanowiono, że zostaną oni wyłonieni poprzez ... losowanie ! Niniejszym pierwsze miejsce zajmuje kolega Grzesiek i jego Australijczycy pijący piwo z kufli trzymanych do góry dnem. Miejscem następującym zaraz po miejscu pierwszym zadowala się koleżanka Daniela i jej dziobak. Na trzecim zaraz za tym, które było po pierwszym plasuje się koleżanka Olga i jej retoryczne pytanie; "dlaczego globusy nie są kwadratowe?"
Jak każda szanująca się impreza tak i nasz Zlot ma swe otwarcie. Nadchodzi zapowiadana godzina 17.36. Czas na oficjalne rozpoczęcie oficjalnego otwarcia nieoficjalnego Zlotu Miłośników MPFC. W rytm znanej wszystkim muzyki z czołówki serialu ruszamy na paradę głupich i dziwnych kroków, tworząc procesję, która po okrążeniu baru u Hollinga (i wprawieniu w zakłopotanie pozostałych mieszkańców pola), powraca doń by wysłuchać odczytu Ireneusz pt. "Monty żyje". Na zakończenie oficjalnego otwarcia nieoficjalnego Zlotu ogłoszone jest oficjalne zamknięcie oficjalnego otwarcia nieoficjalnego Zlotu. Rozchodzimy się od zajęć własnych, zdecydowanie nieprzymusowych. "Honorowy start do rozpoczęcia maratonu MPFC" jest już za nami, w związku z czym oddajemy się błogiemu niszczeniu własnych oczodołów bez najmniejszych problemów.
Dzień trzeci czyli sobota !
Dzień trzeci upływa leniwo. Oglądamy jak co dzień - od 8.00 rano, przez cały dzień, aż do nocy i prawie ranka. W międzyczasie rozgrywamy Face Pokera. Konkurs ten nie jest tak odjechany jak "Przegięcie Pały", ale za to daje widzom więcej okazji do uśmiechu i łez. Zasady proste: za pomocą słów i gestów należy zmusić przeciwnika do wybuchnięcia śmiechem. Wygrywają kobiety: mistrzem zostaje Olga, prawie mistrzem Kasia, a prawie, prawie mistrzem - Agnieszka. Osobiście najmilej wspominam jedną z opowieści, która powaliła z nóg Grześka (niestety nie pamiętam imienia kilegi, który ja wypowiadał; dość rzec, że miał głupi wyraz twarzy i z pewnością nie mył zębów w piątkowe wieczory): "Chciałbym opowiedzieć Ci historię. Wiesz stary, jak byłem mały to latałem po podwórku. I kiedyś wpadłem do beczki. I wiesz kogo tam spotkałem ? Pilarza, stary - Pilarza !"... Od teraz słowo "Pilarz" będzie mnie prześladować wieczorami i nocami... Wieczorem nadchodzi czas na pożywienie bardziej treściwe. Ognisko i kiełbaski dają chwilę wytchnienia od telewizora (choć kolega Witold walczy z kolejnymi odcinkami MPFC...) pora na sen...
ATAK ! na wieżę EEEEEEEEEEEeeeeeeeeeeee..............
Dzielimy się na dwie ekipy. Ja dowodzę armią francusko - krzyżacką. Najtwardszym rycerzem jest Vonbrat Pafeł - zawodnik druzyny Malbork United, występujący z numerem 1410. Będziemy bronić 20 metrowej wieży widokowej w Piasznie. Mamy ze sobą maliny, grzyby, papierowe kulki maczane w wodzie, słomianego konia i głowy pełne inteligentnych obelg, które skutecznie odstraszają pierwsze podejście pod zamek. Atakuje nas grupa polsko - brytyjska zaopatrzona w krzaki, dobry humor, głośne gardła i ... inspektora prawdziwej policji. Nastroje bojowe podsyca kilkunastoosobowa gwardia bębniarzy. Jak sytuacja wyglądała z dołu ? Oddaję słowa Irkowi: "Grupa szturmowa zajmuje pozycje, ustawiając się w szyku bojowym. Pięcioosobowa lub, jak kto woli, pięciorycerska ekipa rusza pod wieżę. Na głowy dzielnych rycerzy sypią się obelgi, grzyby, maliny i mokre kulki. O dialogu przy okrągłym stołku nie ma mowy. Odwrót. Gnając na złamanie karku, na którym czuliśmy oddech broniących, zostaliśmy dopadnięci przez policyjny patrol, który zdecydowanie, aczkolwiek delikatnie, rozłożył nas na murawie. Po krótkiej naradzie ponawiamy atak. Nie zważając na mokre kulki i obelgi lecące na nasze głowy; cudem unikając trafienia słomianą krową, zdobywamy zamek. Na wieży powiewa biało-czerwona flaga. Nie będzie Francuz z Krzyżakiem pluł nam w twarz !"...
A potem ? potem już tylko fotka pamiątkowa, wręczenie dyplomu koledze Witkowi, który spędził przed telewizorem 19 godzin 69 minut 0,932 sekundy z Monty Pythonem.
Nie pozostaje nam nic innego jak tylko zorganizować zlot w przyszłym roku.
Dawid Wacławczyk
PS: więcej na temat Monty Python's Flying Circus znajdziesz na stronie: www.modrzew.stopklatka.pl
<< powrót do archiwum
|