<< powrót do archiwum
<< powrót do strony głównej

Grupa Rosynant - Stowarzyszenie Artystów I Podróżników


Galeria zdjęć z obozu

Obóz dla dzieci w Rozdzielu - archiwum


Czym pachną góry w czerwcu?

Relacja emocjonalna Jolanty Dzumyk

Dzieci, wakacje, góry i fantazja...
Jeśli choć jeden z tych wyrazów coś w tobie porusza, to wiesz o czym tu mowa.

Moje wakacje rozpoczęły się górskim obozem z dziećmi z Raciborza. Stało się tak za sprawą niestrudzonego podróżnika i poety - Dawida Wacławczyka, który wybrał ciche i niepozorne Rozdziele koło Limanowej na miejsce dziecięcych przygód. Dawid zorganizował ten obóz od "A do Z", mnie pozostało tylko bawić się z dziećmi - więc - jak się bawić to się bawić... No właśnie ale jak wziąć z zabawy to co najlepsze: naukę, radość i odrobinę szaleństwa?

Nigdy do końca nie wiadomo jak to osiągnąć..., ale całe szczęście dzieci to wiedzą. Oj wiedzą! I potrzebują tej zabawy, oj potrzebują! I niestety regenerują się dużo szybciej niż wychowawcy... oj  d  u  ż  o  szybciej!

O tym co robiliśmy nie napiszę. Powód - za dużo. Pooglądajcie zdjęcia.
(Polecam zwłaszcza wymalowane od stóp do głów golasy).
Mimo fizycznego zmęczenia - bowiem program artystycznych akcji był napięty - wróciłam radosna i wypoczęta ( miałam przecież okazję znów się pobawić). Dziesięć dni intensywnych zajęć i przygód pozostanie na zawsze pięknym przeżyciem, w jakie tylko czasami obfituje trudna pedagogiczna praca. I za to ją kocham.

Dziękuję całej ekipie dziecięcej za ten czas.

Aha! I na koniec pytanie do odwiedzających stronę "Rosynanta":
Czym pachną góry w ostatnim tygodniu czerwca?

Trudno to odgadnąć zwłaszcza końcem sierpnia - poszukajcie podpowiedzi poniżej.
Życzę, abyście z radością przechowali tę zapachową nutę do przyszłych wakacji.

Jola Dzumyk
Racibórz 19.08.2002


Post scriptum - dwa słowa od Dawida

Oj, jak miło mi się zrobiło, że ktoś jeszcze pamięta, że oprócz technicznego organizatora i gościa, którego komórka dzwoni nawet podczas jedzenia zupy ogórkowej jestem jeszcze poetą...

Cóż wypada mi napisać od siebie ? - było GIT ! pierwszy raz pracowałem z dziećmi i ... jestem dumny, że to przeżyłem ! Praca ta dała mi bardzo, ale to bardzo wiele radości. Drugie tyle zmęczenia, ale to chyba norma. Poza tym - szalenie miło i twórczo pracowało mi się z Jolą - najlepszym fachowcem ds. dzieci w Raciborzu, a wydaje mi się, że także w województwie a nawet kraju. Jak zostawiała mnie samego z hordą młodzieży to ... rozglądałem się za nią, jak 20 lat temu za zgubioną na zakupach mamą (Vide: "Boże - co teraz? - dzieci - może pójdziemy do sklepu ?...)

Malowanie ciał, struganie kijów, budowa masek, nocne wysyłanie dziecięcych marzeń do gwiazd, człapanie w strumyku, łażenie po linach, nauka latania (really !), ogniska, nauka sporządzania prostych ekologicznych posiłków w "Tęczowej Dolinie" i nocne wyprawy leśne "po sznurku" - to było to...

Do tego nocka w Bochni, zabawa w Parku Wodnym, jaskinia Wierzchowska, maczuga Herkulesa, zamek w Piaskowej Skale ... to ja jeszcze żyję ?

(PS: jeśli kto z czytających relację wie co działo się na Adapciaku to już wie skąd "zaczerpnąłem" część pomysłów na warsztat NATURA ;-)

za rok znów zorganizujemy obóz w Rozdzielu ! a w zimie ... pewnie też coś. Dobrze czasem zobaczyć i usłyszeć tyle radości, uśmiechu i ... wrzasku !

Dawid Wacławczyk
Racibórz, 26.08.2002